sobota, 13 kwietnia 2013

Florence & Pisa

Florencja jest jednym z tych przepieknych miast, do których można jezdzić niezliczoną ilość razy i zawsze człowiek będzie zachwycony jej pięknem.
Po raz pierwszy wybrałyśmy się tam zaraz po zakończeniu zajęć ze sztuki renesansu, w których brałam udział jeszcze w Dublinie. Dzisiaj, powody by bardziej poznać to miasto były dwa - z Warszawy wygonił nas przeraźliwy mróz i chęć zobaczenia Davida, słynnej rzeźby Michała Anioła.

Florence is one of those beautiful and amazing places that makes you returning there countless times.

Renaissance Art classes finished some time ago in Dublin, made us to go there for the very first time. This year, except of freezing cold here in Warsaw, longing to discover the birthplace of Michel Angelo’s David made us to explore Florence more.


Przelot z Warszawy do Pisy, potem około godzinna podróż autobusem i okło 14 byłyśmy na miejscu. Główny punkt miasta, widoczny już z daleka to Duomo, czyli katedra z przeogromną, eliptyczną kopułą. Była ona zasługą architekta Bruneleschiego, który sprytnie wydłużał ją w górę by królowała nad miastem. Kopułę widać nie tylko wjeżdżając do miasta, ale i później, wędrując uliczkami możemy dostrzec ją na każdym kroku. Sam plac, na którym stoi katedra nie jest zbyt duży, przez co chyba sam budynek wygląda na jeszcze większy, niż jest w rzeczywistości. Duomo po prostu pojawia się nagle przed oczami jakby dopiero co tam wyrosła.

Flight to Pisa then quick drive by bus and after one hour or so we were in Florence. The city is all about Duomo. Brunelleschi knew how to do the trick to make it towering over the whole city. It is not only the first thing you can see from the distance but also the one that you see wandering through narrow streets of the old town. The square where the Cathedral was built is not that big, though the building itself is huge so whenever you approach it walking down the narrow streets, it just emerges before your eyes.



Piazza del Duomo to jednak nie tylko katedra. Warto przyjrzeć się również rzeźbom na drzwiach Zachrystii, których tworcą jest Ghiberti. Jest to jedno z najpiękniejszych dzieł włoskiego renesansu. Polecamy również zwiedzanie galerii Uffizi (kolejka jest mega długa wiec podpowiadamy, żeby zarezerwować bilety wcześniej lub po prostu tak jak my wystać swoje)

Piazza del Duomo is not just the Cathedral. The golden doors at Baptistery by Ghiberti are one of the finest signs of Italian Renaissance. The rest are to be visited during longer stay in Florence (tip: make the reservation for Uffizi ahead as the queue is reaaaaaallllyyyyyyyy long)

If tired after long sightseeing, the best place to rest is park in Palazzo Pitti (entrance fee, but great spot to have a rest).

Na poranna kawkę i śniadanie można wpaść zaraz na rogu z Via dei Martelli do kafeterii, gdzie oprócz kanapek czeka na Was coś słodkiego :)) Najsmaczniejsze lody znajdziecie po drugiej stronie rzeki Arno, zaraz przy zejściu z mostu Santa Tinita.

The perfect place for a brunch or quick bite during a day is just beside Duomo (corner with Via dei Martelli). You can find there scrumptious sandwiches, coffee and some sweet treats ;) The best galato however are on the other side of Arno River, just off the Santa Trinita Bridge.

Obowiązkowy punkt programu to takze Piazza della Signoria, Casa Buonarotti, Palazzo Pitti, Accademia Galery...no, to na początek. Jeśli macie swoją własną liste najważniejszych rzeczy, dajcie znać, przyda nam sie na następny wyjazd :))

Must see in Florence is Piazza della Signoria with all amazing sculptures, Casa Buonarotti, Palazzo Pitti, Accademia Gallery..this just for start :))) If you have your own list- let us know, we will need it for the next time.


























W drodze powrotnej z Florencji, zatrzymałyśmy się jeszcze na dzień w Pizie. Tu, główny punkt turystyczny to Krzywa Wieża (Fabio, dzięki za nocną wycieczkę :)))) Mimo, że nie jest super wysoka, warto ją zobaczyć. Warto też przespacerować się uliczkami Pizy i posiedzieć nad rzeką zwłaszcza jak słońce pięknie świeci.


Coming back from Florence we spent one day in Pisa. Pisa is all about the Lining Tower, seen during the day or after dark - thanks Fabio for night tour J, make great impression. Even though it is not very tall it is worth seeing. The beautiful weather made us spending some time on the bank or Arno river just relaxing and having some sun.












niedziela, 24 marca 2013

Łazienki Królewskie


Łazienki Królweskie w Warszawie są przepiękne przez cały rok, niezależnie czy spacerujemy po nich w wiosennym słońcu, patrzymy na nie przez słoneczne okulary w letni dzień, czy przebiegami mokrymi alejkami wczesną jesienią. Dziś zapraszam do odkrywania Łazienki zimą.

Łazienki Królewskie in Warsaw are beautiful in every season. No matter if you see them in spring sun, through the sun glasses on a hot summer day or in the rain in the early autumn. Now it is time to 
explore Łazienki more in the winter time.


Z Olą spotykamy się w słoneczne choć bardzo mroźne niedzielne popołudnie.
We met Ola one frosty but sunny Sunday afternoon. We passed Chopin’s famous sculpture and went down the path.


Mijamy pomnik Chopina i idziemy alejkami w dół. Zaledwie kilka miesięcy temu siedziałyśmy na trawie przy pomniku słuchając koncertów chopinowskich, które mają już 50-letnią tradycję. W sezonie letnim każdej niedzieli wokół pomnika Chopina (stworzonego przez Wacława Szmymanowskiego w 1926 roku) gromadzą się tłumy aby posłuchać pięknej muzyki Chopina. Kilka miesięcy temu gdy trawa była zielona to miejsce było pełne życia. Teraz jest tu cicho i spokojnie. Żadnych ludzi, żadnej muzyki, zamarznięty Chopin czekający na cieplejsze dni…tak jak my J

 It was so nice to sit here and listen to the Chopin’s music in the summer time. The concerts are conduct every year for 50 years now. Every Sunday people gather around the Chopin Sculpture (created in 1926 by Wacław Szymanowski) and listen to the beautiful Chopin’s music. Few months ago when the grass was green, the roses were blooming, sun was shinning, people were lying or sitting on a grass listening to the beautiful concert. Now, it’s very quite here, tranquil even. No people, no music, frozen Chopin waiting for the warmer days…like we.















Miejscem, które zawsze odwiedzam w Łazienkach jest Pałac na Wodzie. Sam pałac nie jest duży, ale cały kompleks z amfiteatrem, mostkami, stawem wygląda przepięknie. Miejsce to ze starego pawilonu nazywanego Łaźnią Lubomirskiego zostało przerobione przez Stanisława Augusta Poniatowskiego w XVIII w  na przytulny letni pałac. Przed pałacem umieszczony jest mały staw, w którym latem pływają karpie. Teraz, mimo że jest zamarznięty to i wygląda pięknie.

Every time in Łazienki I need to pass the Pałac na Wodzie. It is amazing place, the palace itself is no big, but the whole complex with amphitheatre, brigdes, ponds looks always amazing. The palace was not build from scratch, Stanisław August Poniatowski in the 18th century rebuild older building called Łaźnia Lubomirskiego to create cosy place to hang around in the summer. There is cute pond with carps in front of the palace. Now in the winter sun the pond is mostly frozen but it still looks beautiful.






No i oczywiście jest I paw. Pawie sprowadzono do Łazienek w latach 80-tych. Spójrzcie tylko, może ten akurat nie jest taki aktywny jak zazwyczaj – prawdopodobnie i dla niego jest za zimno ;) Zastanawiam się jak pawie radzą sobie w takiej niskiej temperaturze, chyba nie mają jakieś specjalnej warstwy tłuszczu czy ciepłego futerka, które by je chroniły przed tą temperaturą. Ktoś zna wytłumaczenie?

And there is of course the peacock. Peacocks were brought to Łazienki in the 80ties. Look at them, they are less active than usually – probably even for him is too cold ;) I wonder how peacocks survive in this temperature, the are not especially fat, they don’t have special fur to protect them from the low temperature. Anyone know the explanation?

środa, 19 września 2012

Tatra Mountains

W tym roku postanowiłyśmy razem z Rej odnowić naszą starą tradycję wypadów w Tatry. Znów, jak za czasów studenckich, spakowałyśmy plecaki, wskoczyłyśmy do pociągu i po kilku godzinach byłyśmy w Zakopanym, gdzie czekało nas kilka wspaniałych dni spędzonych na wędrówkach po górach.

This September we decided together with Rej to renew our tradition of summer escapes to explore the Tatra Mountains more. Again, like at the times when we were students, we packed our bags, jumped into the train and after few hours we were in Zakopane for a few fabulous days of mountain hiking.


Zakopane – Kasprowy Wierch
W pierwszy dzień postanowiłyśmy nie rzucać się jeszcze na głęboką wodę i trochę rozchodzić nogi, przyzwyczaić do drogi pod górkę ;) Wybrałyśmy się z Zakopanego na Kasprowy Wierch przez Czarny Staw, potem przez Karb pod Kościelcem i już prosto przez Zieloną Dolinę Gąsienicową na Kasprowy. Do Zakopanego wróciłyśmy kolejką. Trasa była naprawdę malownicza chociaż jak na pierwszy dzień dla niezbyt wytrenowanych mieszczuchów jak my dość wyczerpująca.  Ale co tam, słońce pięknie świeciło, a my miałyśmy cały dzień, żeby dotrzeć na szczyt. Każda z nas  mogła więc iść spokojnie swoim tempem, przystawać na podziwianie widoków, nie wspominając o złapaniu oddechu i uspokojeniu szalonego bicia serca ;))

Zakopane - Kasprowy Wierch
The first day we agreed for something easy-breasy and chose the big loop from Zakopane to Kasprowy Wierch through Czarny Staw and then under the Kościelec and straight to Kasprowy from where we took the aerial cableway back to Zakopane. The walk was great though very exhausting for not-very-sportish-citygirls. Anyway we have a whole day to make it up to the top, the weather was great, sun was shining so it was perfect to find our own pace and have plenty of stops to enjoy the breathtaking views not to menton to grasp some breath and calm the crazy heart bit ;)))

















Czerwone Wierchy
Tego dnia wyruszyłyśmy naprawdę wcześnie, bo czekała nas długa droga z Zakopanego, przez Halę Kondratową i Czerwone Wierchy do Doliny Kościeliskiej. Droga była naprawdę ciężka, szczególnie ta część od schroniska na Hali Kondratowej do Przełęczy pod Kopą Kondracką. Zanim mogłyśmy naprawdę ruszyć przez Czerwone Wierchy zrobiło się koło 14 i miałyśmy 2 lub 3 godzinną obsuwę w stosunku do pierwotnego planu. Do tego pogoda zaczęła się psuć, zebrały się chmury, słońce gdzieś się skryło. Postanowiłyśmy zmienić plan i wrócić z Małołączniaka przez Czerwony Grzbiet, Litorowy Grzbiet, Przysłup Miętusi do Nędzówki i do Zakopanego. Ta część gdzie schodzi się po łańcuchach przez osuwisko złożone z ogromnych, nieregularnych kamieni okazała się dla nas pechowa. Koniec końców przed zmrokiem udało nam się dotrzeć do Zakopanego.

Czerwone Wierchy
This day started really early as the route we have planned was long and demanding. We wanted to go from Zakopane through Hala Kondratowa and Czerwone Wierchy to Dolina Kościeliska. The route was crazy tough, especially the very first part to Przełęcz pod Kopą Kondracką. It took as way too long to get there and we were ready for the Czerwone Wierchy 2 or 3 hours later than we expected. The wheather became worse, dark clouds everywhere and the sun disappeared somewhere…We decided to change the treck and come back through Małołączniak, Czerwony Grzbiet, Przysłup Mietusi to Nędzówka.
The part where you have to use the chains and go down on the rocks was really misfortune for us. Before dark we managed to get back to Zakopane.










Dolina Chochołowska
Ostatniego dnia chciałyśmy dać odpocząć nogom, głowom i w ogóle i wybrałyśmy się do Doliny Chochołowskiej. Trasa jest naprawdę malownicza z mnóstwem przepięknych widoków. Ściana ogromnych, zielonych świerków ciągnie się przez całą drogę tworząc zielony tunel. Górskie strumienie przecinają bystro dolinę na całej długości, gdzieniegdzie można zobaczyć urocze, małe kapliczki. Droga prowadzi do schroniska górskiego gdzie można odpocząć i pozwolić sobie na zasłużoną słodką nagrodę. Można tam posiedzieć, zrobić sobie w okolicy piknik, pograć w gry, porozmawiać, zdrzemnąć się na Świerzym powietrzu albo po prostu podziwiać widoki.

Dolina Chochołowska
The very last day we wanted to rest a little bit and make it easy for our legs and heads and we chose to go for a walk through Dolina Chochołowska. It is really picturesque walk with lots of beautiful spots and views. The walls of huge, green spruces make kind of tunnel all the way, brisk mountain streams cut the valley, here and there you can find charming, small chapels. The way lead to the Mountain Hut where you can rest and enjoy delicious, well deserved sweet treat J Around there is a plenty of space where you can sit, make a picnic, play some board games, chat, have a nap or simply look around and admire the view.